Muzyczne podróże

Podróże były zawsze atrybutem, przywilejem i uciążliwością zawodu muzyka. Prowadziły kompozytorów, śpiewaków
i instrumentalistów w najodleglejsze zakątki świata. Ich wędrówki różniły się między sobą nie tylko okolicznościami,
z powodu których wybierali się w drogę, środkami transportu, jakie stały do ich dyspozycji, ale przede wszystkim czasem spędzanym w podróży.
Wynalazki, które pozwalają nam w ciągu kilku czy kilkunastu godzin zmienić strefy klimatyczne, czasowe i kontynenty są z pewnością jednym z największych osiągnięć ludzkości. Jak każdy wynalazek mają wszakże swoje drobne mankamenty. Jeden z nich wynika wprost z ich natury: są tak szybkie, że czasami zbyt szybkie; są tak łatwe, że aż zbyt łatwe.
Monotonia długiej podróży i jej pozorna nuda to doskonała okazja do refleksji. Fatalizm związany z koniecznością zaakceptowania czasu, który musi nam zabrać podróż, to wyzwolenie się z interesowności podróży. Życiowymi biznesmenami staniemy się, gdy dotrzemy na miejsce. Teraz przez kilka godzin, kilka dni, a może dłużej skupiamy uwagę na czymś zupełnie innym. Coś zostawiamy za sobą, coś czeka nas za chwilę, ale teraz jest tylko „teraz”. Uwalniamy się od wszystkiego, co nas wiązało i co zaraz znowu z nas skrępuje.
Ten czas mamy tylko dla siebie i co z nim zrobimy zależy wyłącznie od nas: możemy rozmawiać z innymi uczestnikami podróży, wpatrywać się w krajobrazy, zatrzymywać się, by przyjrzeć się życiu spotykanych po drodze ludzi, kosztować smaków ich kuchni, zachwycać ich gościnnością, doznawać rozczarowania z powodu chłodnego przyjęcia. Zdarzy się na pewno, że okoliczności zatrzymają nas na dłużej, niż zakładaliśmy. Nie wykluczone, że znajdziemy się w sytuacjach, które przetestują naszą odwagę albo zmuszą do szukania pomocy.
Muzyka, którą się zajmujemy i usiłujemy przedstawiać w formie możliwie nowoczesnej, ale jednak silnie osadzonej
w przeszłości powstawała w czasach, kiedy podróżowanie odbywało się w tempie sprawiającym, że cel podróży
w pewnym momencie przestawał mieć znaczenie. Czas który zajmowała podróż, był na tyle długi, że jej cel rozpływał się pośród bieżących doznań, przegrywał z tym, co rozgrywało się na oczach podróżnika.
Nasi muzyczni przodkowie musieli mieć zupełnie inny stosunek do czasu i do jego przeżywania. To, co skłonni bylibyśmy nazywać stratą czasu, było de facto jego odzyskiwaniem - nie tyle dla celów praktycznych, co dla czynności pozornie nieużytecznych, jak refleksja czy medytacja, które ostatecznie zamieniały się w bardzo praktyczną energię twórczą.
 „Przedsionek Raju” to codzienne i niezbyt szybkie przemieszczanie się wzdłuż i wszerz Ziemi Lubuskiej oraz Dolnego Śląska i Wielkopolski. Pozornie monotonne i męczące, a w rzeczywistości wyjątkowo inspirujące, jeśli tylko ktoś chce się tej inspiracji poddać. My chcemy i dlatego, coraz częściej zdarza się, że zamiast najszybszych tras wybieramy te nieco dłuższe i wolniejsze. Kilkanaście minut nas nie zbawi, a jadąc wolniej i spokojniej zobaczymy może coś, co nas zachwyci, a my w tym zachwycie będziemy trwać kilkadziesiąt sekund dłużej. Przez kilka tygodni nazbiera się kilka godzin czasu, który coś może nam wyjaśni i pozwoli, by Wam to w interesujący sposób przekazać.
W tym roku będziemy opowiadać przede wszystkim o muzyce Antonio Vivaldiego, który co prawda w tych stronach nigdy nie był, ale miał tutaj ambasadora w osobie swego ulubionego ucznia Johanna Georga Pisendla. Obok muzyki barokowej w programach koncertów pojawi się, jak zwykle muzyka średniowieczna i renesansowa.
Tegorocznymi podróżnikami będą orkiestra Green Kore, kierowana przez Joannę Boślak-Górniok, duńska skrzypaczka Jesenka Balic Zunic, polski lutnista mieszkający w Bazylei Michał Gondko, katalońska śpiewaczka Clara Brunet Vila oraz argentyński mistrz tanga i organetto Roger Helou.
Zapraszamy na kilkadziesiąt koncertów i rekomendujemy docieranie na nie bez jakiegokolwiek pośpiechu.
 
CZ