Polityczny przedsionek

„Przedsionek Raju” jest jak najbardziej polityczny. Powiedziałbym nawet, że gdyby nie był polityczny, to wcale by go nie było. Kiedy rozpoczynaliśmy tę niezwykłą muzyczną przygodę z Ziemią Lubuską nie liczyliśmy specjalnie na pomoc ze strony lokalnych samorządów. Słusznie, bo większość z tych, do których zwróciliśmy się z propozycją współpracy albo ją odrzuciła albo po prostu zignorowała.
Jednak nie wszyscy. W kilku miejscowościach i w kilku gminach spotkaliśmy samorządowców, którzy może nie wykazali entuzjazmu (choć  byli i tacy), ale przynajmniej zainteresowali się tym, co mieliśmy do powiedzenia i zaproponowania.
Cykl został zainaugurowany zaledwie sześć lat temu, ale są dzisiaj takie miejsca na Ziemi Lubuskiej, w których czujemy się jak w domu i o których bardzo dużo wiemy. Poznajemy coraz więcej mieszkańców. Dowiadujemy się o problemach, które ich na co dzień dotykają i o sukcesach, z których są dumni. Mamy okazję spotykać się w ciągu całego roku i byłoby czymś dziwnym, gdyby jedynym tematem naszych rozmów miały być sprawy czysto muzyczne i organizacyjne. Naszymi pośrednikami w kontaktach z samorządami i całymi społecznościami bywają często księża opiekujący się kościołami, w których odbywają się koncerty. Korzystamy z ich gościnności, ale także wiedzy o miejscach, do których docieramy i o ludziach, których chcemy do naszych pomysłów przekonać.
Razem z naszymi samorządowymi partnerami przeżywamy też ich kampanie wyborcze, a później pomyślne dla nich lub niepomyślne wyniki. Tematy, które podejmowane są w czasie kampanii już dawno przestały być dla nas czymś obcym i tajemniczym. Wiemy, gdzie przebiegają linie sporu, mamy  świadomość okoliczności, które dzielą mieszkańców, znamy rywali. Poznaliśmy też przeciwników wydawania gminnych lub miejskich pieniędzy na muzykę dawną. Bywa, że pojawiamy się na posiedzeniach różnych samorządowych gremiów i musimy stawić czoła atakom oponentów przedsionkowych koncertów. To też bezcenne doświadczenie.
Interesujące są spotkania z nowymi władzami. Nie zdarzyło się jeszcze, by nowi wójtowie lub burmistrzowie odcięli się od polityki swoich poprzedników w stosunku do „Przedsionka Raju”. Czyżbyśmy stali się jednym z tych nielicznych tematów, które łączą? Prawdę mówiąc takie właśnie mamy wrażenie. Na przykład wtedy, gdy w Brodach i Bieczu, zwolennicy i przeciwnicy budowy kopalni węgla brunatnego siedzą obok siebie na koncertach, a później w czasie kolacji, na którą zaproszeni są wszyscy słuchacze, przedstawiają nam swoje racje i sprzeczają się w sposób, który daje nadzieję, że z tej wydawałoby się patowej sytuacji znajdzie się kiedyś jakieś sensowne wyjście.
Innymi słowy, podróżując po Ziemi Lubuskiej nie patrzymy na nią z perspektywy wykonywania muzyki, ona jest tylko pretekstem do wsłuchiwania się w rzeczywistość.
 
CZ